|
Posiadanie auta to już podobno żaden luksus. Teza znajduje raczej potwierdzenie, choćby we
wciąż gęstniejącym ruchu na drogach. Mimo niemiłosiernego ich przeciążenia znajdzie się na nich miejsce i dla Twojego bolida.
"Nówka" czy "używka"?
Trudno dać jednoznaczną odpowiedź powyższe pytanie. Można zaryzykować twierdzenie, że
najbardziej obiektywnej, udzieli ...zawartość naszego portfela.
Naturalną rzeczą jest chęć posiadania auta nowego. Niczym "nieskażone", pachnące,
cieszy właściciela. Zakupowi towarzyszy pewność, że auto jest bezwypadkowe i "niezajeżdżone". No i oczywiście dobrodziejstwa
wynikające z gwarancji producenta na podzespoły mechaniczne i karoserię. Powinno to zapewnić w miarę komfortową eksploatację
auta do określonego przebiegu lub też wieku samochodu. Z drugiej strony wiadomo, że w ciągu pierwszych 3-4 lat użytkowania,
nowe auta notują, największy procentowo spadek wartości. Jeśli Cię na to stać - kupuj nowe.
Dla tych, którzy w portfelu mają nieco mniej, pozostają auta używane, których rynek jest
dosyć bogaty, choć pełen zasadzek. Możemy kupować od osób prywatnych, w autokomisach i giełdach samochodowych. Niestety
rzadkością bywają auta 5-6 letnie i starsze, których eksploatacja udokumentowana jest książką serwisową pojazdu, która
niczym książeczka zdrowia pacjenta wskazuje nam historię "chorób" auta oraz jego rzeczywisty przebieg.
Mierz siły na zamiary.
Nie bierz na siebie zbyt dużego ciężaru finansowego...bo Ty padniesz, a twoje wymarzone
auto trafi na licytację. Pamiętaj, że cena zakupu to tylko początek wydatków. Raczej nie sprawdzi się tutaj zasada, że...jakoś
to będzie. Ubezpieczenie, rejestracja, opłata skarbowa to wydatki, które śmiało możesz dopisać do kosztów zakupu. Jeżeli
kupujesz auto używane to bardzo rzadko się zdarza, że nie wymaga ono żadnych, często natychmiastowych, nakładów finansowych.
Jeżeli zaczniesz od kredytowania wszystkich tych wydatków ... to nie będzie to najlepszy początek. Pamiętaj, że nie są to
wydatki incydentalne. Ubezpieczenie, serwisowanie i ewentualne naprawy to niestety wydatki, które w budżecie możesz zapisać
w kategorii tzw. "sztywnych", a co najgorsze czasem całkowicie nieplanowanych. Aha... jeszcze jedno. Póki co nie ma samochodów
napędzanych wodą...
Nie podpalaj się bo ...pośpiech nie zawsze jest dobrym doradcą.
Zachowaj przysłowiową "zimną krew" i nie myśl o każdym potencjalnym zakupie, jako
"tym jedynym". Nie kieruj się przy zakupie jedynie "pierwszym wrażeniem" bo potrafi być ono bardzo złudne i "zdolne
formułować" nieobiektywne oceny. Nie poddawaj się presji sprzedającego w stylu "jeżeli się Pan(i) natychmiast nie zdecyduje
to ja auto sprzedam bo mam pięciu innych kupców". Być może..., ale może być to zwykły blef mający wzmóc Twoją chęć kupna
auta. Dopiero gdy jesteś na 99,9% (0,1% to wentyl bezpieczeństwa - bo na kogo zwalimy winę, gdy zakup okaże się "niewypałem"?)
przekonany, że to jest własnie to auto, które chcesz kupić, a przekonaniu towarzyszy konkretna wiedza o samochodzie - KUPUJ!!
(Nie)wiara w "samochodowe stereotypy".
W "temacie" samochodów podobnie, jak w przypadku większości innych "bytów" funkcjonuje szereg
stereotypów. Wystarczy poczytać wypowiedzi na jednym z wielu internetowych forów dyskusyjnych "auto-moto", aby dowiedzieć się,
że: " ???? to auto dla 'karków' i dresiarzy", "???? g...o wart", "????? to auto proletariatu", "chcesz być głąbem - kup sobie
auto z ?????" itd. Moja rada - nie przejmuj się tymi opiniami. Kupno określonej marki pojazdu nie może być traktowane jako
deklaracja przynależności do pseudogrupy, których dotyczyły cytowane przeze mnie wypowiedzi. Kupuj zgodnie ze swoim zdrowym
rozsądkiem i radami fachowców, nie zaś radami fanatyków...swojego wyłącznie auta.
Sztuka negocjacji ... w cenie samochodu.
Jedną z pocieszających rzeczy jest fakt, że cena wywoławcza za auto, zarówno za nowe, jak
i używane nie jest ostateczna. Targowanie ceny auta to juz niemal rytuał niczym na arabskim straganie lub naszym polskim,
niemal zapomnianym już, targowisku koni...niemechanicznych. Targowanie to nie tylko rytuał, ale jedno ze źródeł satysfakcji
z ewentualnej transakcji. Warto zatem poświęcić nieco czasu na poznanie technik cenowych negocjacji. Tym sposobem możesz
"zbić" cenę o kilka czy też kilkanaście procent. Najbardziej rozpowszechniony sposób to "spotkanie w połowie drogi".
Kupujący proponuje kwotę sporo niższą od ceny wywoławczej, zaś sprzedający tylko minimalnie "spuszcza z tonu". "Małymi
kroczkami", kupujący nieco podnosi ofertę, zaś sprzedający ją obniża do rzeczywistej ceny, za którą gotowy jest sprzedać
auto. Empiria wskazuje, że w większości transakcji strony dochodzą do "zgody" w połowie kwoty (jeżeli obie propozycje są
realne), która stanowiła początkową różnicę w ich deklaracjach. Zdarza się jednak, że mamy do czynienia ze zbytnimi...optymistami.
Potencjalny nabywca auta nie docenia (przecenia za to swoje możliwości obniżenia ceny wywoławczej), zaś sprzedający ceni
samochód "ponad miarę".
- Przed negocjacjami określ cenę maksymalną oraz początkową cenę oferowaną
- Przed negocjacjami przygotuj również 3-5 innych ofert. Powinno dać ci to większą pewność podczas negocjacji, które
zawsze możesz odłożyć i licytować w innym miejscu (oczywiście nie informuj o tym sprzedającego).
- Zgłoś chęć kupna w kilku miejscach i od razu staraj się zbić cenę (podczas rozmowy telefonicznej), nie rób tego
zbyt natrętnie, ale zbadasz uległość strony przeciwnej
- Nigdy nie podawaj swojej ceny maksymalnej, chyba, że właśnie ją wylicytowałeś
- Pamiętaj pośpiech jest złym doradcą
- Najpierw wynegocjuj cenę ostateczną, a później jedź do zakładu diagnostycznego lub dokonuj oględzin samochodu. Wszelkie wykryte wady o których nie
zostałeś poinformowany będą podstawą do nowych negocjacji ceny.
- Nie żałuj pieniędzy na diagnostykę! Jednak najlepiej poproś znajomego mechanika lub blacharza. Warsztaty zazwyczaj ograniczają sprawdzanie do ściśle określonych czynności np. badanie grubości lakieru.
- Gdy powiesz "A", nie sądź, że trzeba też powiedzieć "B". Raz podjęta decyzja może uledz zmianie, szczególnie gdy
okoliczności stają się mniej korzystne, a koszty wzrastają.
I jeszcze jeden sposób. Otórz Twój dobry znajomy umawia się, negocjuje, jedzie obejrzeć,
a następnie tak negocjuje, że praktycznie sprzedający powinien zrezygnować oraz zdenerwować się. Jeżeli nie zrezygnuje, to wtedy kupujesz po swojej wybranej wcześniej cenie.
Jeżeli zrezygnuje, to poznasz jego cenę minimalną, poniżej której nie będzie chciał już sprzedać i sam przystępujesz do
negocjacji - być może dla ciebie (zmęczony poprzednim klientem) zgodzi się obniżyć jeszcze cenę, ale to ty będziesz znał
jego granice i będziesz mógł zdecydować czy dokonać zakupu, czy też nie. Jest to dosyć często stosowana metoda przez handlarzy i
jeżeli ktoś uważa, że nie jest to sposób w jaki chciałby kupić samochód, to nie musi go stosować. Sprzedający aby uniknąć tego
typu "chwytów" nie powinni uzależniać sprzedaży od wyników poprzednich negocjacji - lub oddać samochód do komisu.
Nie kupuj kota w worku.
Marka, model, pojemność i moc silnika, przebieg, rocznik, kolor - to najczęstsze dane zawarte
w standardowych ogłoszeniach. Czy znajomość wspomnianych parametrów wystarczy do podjęcia decyzji o kupnie akurat tego
egzemplarza? O ile w przypadku aut nowych, dodając ewentualną jazdę testową, odpowiedź może być twierdząca, to w razie
kupna "używki" nasze bezwarunkowe "tak" raczej odpada. Oczywistą rzeczą wydają się być dokładne oględziny auta i wizyta
na stacji diagnostycznej, która da nam znacznie więcej odpowiedzi na temat faktycznego stanu auta. Jest to czynność
bardzo ważna bowiem..."diabeł tkwi w szczegółach", których nie jesteśmy w stanie dostrzec gołym okiem, a samochód składa się
wielu takich szczegółów.
PS.
Właściciel serwisu nie ponosi żadnej odpowiedzialności za skuteczność powyższego poradnika, zaś kupującym zaleca
stosowanie fundamentalnej dla "zmotoryzowanych" zasady ograniczonego zaufania.
| |
Powodzenia w zakupie i szerokiej drogi
życzy AUTOMIX
|
|
|